piątek, września 10, 2010
   
Text Size

Wyszukaj w naszym serwisie

Artykuły Prasowe

Glamour - "IMPREZA NA OSTRO"

Spis treści
Glamour - "IMPREZA NA OSTRO"
o2.pl - Uzależnieni
Gaaeta Wrocławska
Wszystkie strony

Co dziesiąta Polka w wieku od 18 do 29 lat wypija 7,5 litra czystego alkoholu rocznie. Alkohol gwarantuje ekstremalną zabawę. Dziewczyny szaleją na całego, bez poczucia winy. Czy znasz takie imprezowiczki? Angelika: Nie mam poczucia wstydu Ma 30 lat, ale z racji drobnej postury wygląda na nastolatkę – zdarza się, że w sklepie nie chcą jej sprzedać piwa bez dowodu. Pracuje w biurze w Warszawie, jest niezależna finansowo. Mieszka sama. Nie pamięta, kiedy ostatnio miała trzeźwy weekend. Jednego wieczoru wypija sześć piw. W tygodniu unika alkoholu. Gdy idę do klubu, to muszę się upić i kogoś wyrwać, dopiero wtedy mam poczucie, że dobrze się bawię. Poderwanie chłopaka to najprostsza rzecz na świecie. Koleżanka pokazała mi, jak to robić. Kiedy już jestem dostatecznie pijana, tańczę z odsłoniętym brzuchem i rękami nad głową, kołyszę biodrami. Nagle okazuje się, że wszyscy na mnie lecą, a ja przebieram w facetach. Pierwsze randki zawsze mam zakrapiane. Ze wszystkimi mężczyznami zaczynałam od alkoholu. Rzadko mówię »nie«. Picie mnie rozluźnia, mam mniej zahamowań. Z obecnym chłopakiem, Olkiem, poznaliśmy się latem na grillu u koleżanki. Było śmiesznie, bo oboje jesteśmy nieśmiali. Zaczęliśmy ze sobą rozmawiać dopiero, gdy się upiliśmy. On usiadł obok mnie na ławce, objął mnie, pocałował i... piliśmy dalej. No i wylądowaliśmy w łóżku. Nie użyliśmy prezerwatywy. Jak sięgnę pamięcią, po pijaku idę do łóżka bez żadnego zabezpieczenia. Po pros tu o tym nie myślę albo mi się nie chce. Nigdy nie rozmawiam na ten temat, wszystko się dzieje spontanicznie. Może dlatego jestem taka beztroska, bo nie zaszłam w ciążę? Zawsze trafiałam na chłopaków, którzy uważali i nie kończyli w środku. Rano nie mam wyrzutów sumienia ani poczucia wstydu. Dlaczego miałabym je mieć? Najwyżej sobie wyrzucam, że idę do łóżka z kimś, kogo nie znam, ale nie martwi mnie to długo. Wstydzę się niektórych rzeczy, które wydarzyły się dawno temu. Tego, że wylądowałam w łóżku z kolegą, od którego zawsze mnie odrzucało. I tego, że kiedyś na własnej parapetówce dostałam szału. Piłam z dwoma kolegami i bratem. Jeden z nich nalał wódkę do trzech literatek po 200 g i powiedział, że na pewno tyle nie wypiję. „Ja nie wypiję?!” Wypiłam. I zrobiłam klasyczną rozróbę, rzuciłam się na jednego kumpla z pięściami, drugiego walnęłam puszką piwa w głowę, krzyczałam, po czym wyszłam boso w środku nocy. Nie mogłam trafić z powrotem do domu. Dobijałam się do jakichś ludzi, bo myślałam, że to mój dom. Ktoś mi groził policją. Obudziłam się obolała: spuchnięty nos, podbite oko, siniaki na ramionach. Koledzy opowiedzieli mi, co robiłam i tak mnie to przeraziło, że przez trzy miesiące nie tknęłam alkoholu. To była moja najdłuższa przerwa. Rodzice pierwszy raz zobaczyli, ile potrafię wypić, na weselu brata. Wtedy rozwiało się ich wyobrażenie o idealnej córeczce. Przewróciłam się razem z krzesłem, walnęłam głową o kominek i piłam dalej. Mama straciła do mnie po tym incydencie zaufanie. Cieszę się, kiedy nadchodzi weekend i mogę się zrelaksować z piwkiem. Uważam, że piję raczej mało. Piłabym dużo, gdybym robiła to codziennie. Odkąd jestem z Olkiem, przestałam nawet chodzić do klubów. Weekendy spędzamy razem i pijemy sobie piwo... W sumie kupujemy je z mojej inicjatywy. Julia: Bez alkoholu jestem drętwą nudziarą Ma 31 lat, mieszka w Poznaniu, z kotem. Pracuje w biurze nieruchomości. Niemal każdy weekend spędza w klubach, a w tygodniu pije średnio dwa razy ze znajomymi. Spotykają się w knajpie, w której już nieraz nieźle balowała, nawet robiła striptiz i z której kiedyś ją wyrzucono. Roześmiana, odpala jednego papierosa od drugiego, w ręku trzyma piwo. Idealna figura, gładka cera, jasne włosy zaczesane do tyłu, stylowe okulary. Przez dwa lata nie piłam, bo miałam narzeczonego, który tego wprost nie znosił. Nudziłam się jak mops, a ja lubię się dobrze bawić. W końcu ten związek się rozpadł. Każdy łyk alkoholu powoduje, że czuję się lżejsza. Po drugim piwku jestem najmądrzejsza, a po trzecim – jestem królową baru. Kilka razy wyrzucali mnie z klubów. Obrazek jak z kreskówki – najpierw moja kurtka, torba i ja! Raz przez koleżankę, która się 50% Polek uważa wódkę za swój ulubiony trunek awanturowała, drugi raz wspięłam się na przęsła zawieszone cztery metry nad tańczącymi i nie mogłam sama zejść. Kiedyś, gdy zrobiłam tak zwaną oborę, to wstydziłam się, co ludzie powiedzą. Ale ostatnio uznałam, że raz się żyje. Każdy może skądś wylecieć albo zwymiotować na środek parkietu. Kiedyś przysnęłam na chodniku pod swoim blokiem, a raz sąsiedzi znaleźli mnie chrapiącą w przedpokoju przy otwartych drzwiach. No i zdarza mi się zasnąć w klubie: rozciągam się na kanapie, pod głową poduszka, buty równo ułożone obok. Ratuje mnie to, że nie jestem wyjątkiem. Mam koleżanki, które lubią tracić kontrolę i ekscytują się tym. Mój ulubiony program to „Imprezowiczki” na TVN Style. To jest moja liga dziewcząt! Laski uciekają ze szkoły dla panien i pokazują, co potrafią w barach. A u nas? Jak się upijesz, wytykają cię przez tydzień. Mam kolegę, który dzwoni do mnie po imprezie: „Widziałaś siebie? Niedługo nie będziesz mogła spojrzeć w lustro”. Niebezpieczne historie? Z nocnego autobusu wyszedł za mną facet i zaczął mnie dusić. Miałam kurtkę zapiętą pod szyję, co złagodziło uścisk, uciekłam. Innym razem dwaj studenci mieli odwieźć mnie do domu, ale skręcili do lasu. Wyskoczyłam im z jadącego samochodu. Miałam skórę zdartą z całych pleców, poza tym nic mi się nie stało. Niestety, mama dobrze wie, co się ze mną dzieje. Ostatnio trafiła przeze mnie na intensywną terapię... Umówiłam się z nią w sobotę na działkę, ale zabalowałam i wróciłam o 5 rano. Przyjechała do mnie i zobaczyła, w jakim jestem stanie. Coś tam bełkotałam, żeby się odczepiła. Zaczęła się dusić i musiałam wezwać pogotowie... Miałam taki krytyczny moment w tamtym roku, że zaczęłam sama pić w domu. Puszczanie ulubionych piosenek, przebieranki przed lustrem. I tak się poślizgnęłam na puszce, że walnęłam twarzą w ścianę. Obudziłam się rano, patrzę w lustro, a tam taaakie limo. Stwierdziłam, że trzeba interweniować i zadzwoniłam do mamy: „Mama, to ja się zaszyję”. Przez pół roku miałam wszyty esperal. Piję głównie piwo. Gdybym się napiła wódki w tygodniu, to wtedy uważałabym się za alkoholika. Chociaż... chodzę towarzysko do AA na indywidualne spotkania. Psychoterapeuta powiedział mi, że straciłam kontrolę, przekroczyłam granicę ryzykownego picia. W poniedziałki się kajam, a w piątki latam na imprezy. Nie wierzę, że nie będę pić w ogóle. Staram się czasem opanować, na trzy wyjścia jedno jest bez alkoholu. Biorę wtedy samochód, żeby się kontrolować. Koleżanki mają mężów i dzieci. Czasami wydaje mi się, że przez pijaństwo i zabawę zmarnowałam parę szans na dobre małżeństwo. Ale z drugiej strony nie jestem w stanie powiedzieć, że żałuję. Maja: Przebudziłam się 28-letnia była modelka i DJ-ka z Krakowa. Wyrazista twarz, duże niebieskie oczy. Diagnoza lekarska: uzależnienie krzyżowe: alkohol i narkotyki. O mało nie zapiła się na śmierć. Ma za sobą sześć detoksów (kilkudniowe, farmakologiczne odtrucie organizmu w zamkniętym ośrodku) i dwadzieścia odtruć domowych. Bierze udział w terapii grupowej. Kiedy miałam 18 lat, rozkwitał clubbing – co sobota chodziłam do najmodniejszych klubów. Całą noc tańczyłam. Taniec przynosił mi radość i siłę, nie czułam się zagubiona, tylko lekka i swobodna. Bywało, że praca modelki mnie przytłaczała – za dużo pozorów i sztuczności. W niedzielę mówiłam: „Basta”. Życie musiało toczyć się dalej: szkoła, praca. Gdy miałam 21 lat, wyprowadziłam się z domu, zamieszkałam z moim chłopakiem, który był DJ-em. Popłynęłam w świat clubbingu, organizowałam imprezy. Świadomość, że pracuję, usypiała poczucie winy. To, że wchodzę do klubu i piję albo coś biorę, było dla mnie tak normalne, jak mycie rąk przed jedzeniem. Wszyscy tak robili. Po dwóch –trzech piwach, gdy alkohol za mocno działał, wrzucałam ekstazę albo kokainę. Wiedziałam, że film mi się nie urwie, ale będzie superzabawa. Przez pierwszy rok więcej braliśmy ekstazy niż piliśmy. A później zrobiło się odwrotnie, piłam coraz więcej i tym samym coraz więcej brałam, bo musiałam szybko postawić się na nogi. Bawiliśmy się grupą. Zaczynaliśmy w piątek, impreza ciągnęła się przez całą sobotę, kończyliśmy w niedzielę. Wówczas przenosiliśmy się do mnie na „after party”, bo mieliśmy sprzęt i świetną muzykę. Wiele razy sąsiedzi wzywali policję. Mój chłopak też dużo pił i brał. Kłóciliśmy się, dochodziło do rękoczynów. Bardzo to przeżywałam, dostawałam ataków histerii na zejściu. Wtedy wszystko się zaczęło. Miałam duszności na tle nerwowym i żeby ich nie czuć, popijałam wódkę. Nawet się nie obejrzałam, kiedy zaczęłam pić ciągami. Gdy miałam 23 lata, rozstałam się z DJ-em. Kończył się weekend, a ja piłam dalej. Nie mogłam znieść momentu, kiedy alkohol ze mnie schodził i uświadamiałam sobie, co się ze mną dzieje. Piłam na umór, traciłam przytomność, cuciłam się i piłam dalej. 40% osób pijących w młodym wieku uzależni się. Gdyby nie moja rodzina – zwłaszcza mama oraz tata i brat, którzy mieli klucze do mojego domu – nie rozmawiałabyś ze mną teraz. Wzywali lekarzy z kroplówką, hipnotyzerów, próbowali wysyłać mnie na terapie. Łapali się, czego mogli: medycyny niekonwencjonalnej, akupunktury, rezonansów magnetycznych. A ja przez długi czas miałam przeświadczenie, że sama sobie poradzę. Na pierwszą terapię poszłam dla Patryka, mojej wielkiej miłości, która pojawiła się, gdy odeszłam od DJ-a. Patryk wytrzymał ze mną rok. Pytał, jak mogę wódkę kochać bardziej niż jego. Widział, jak dziewczyna, którą pokochał, siedzi tydzień w domu, nie myje się, jest rozczochrana, zapyziała, pijana, a mimo to był ze mną. Do tej pory tej zniszczonej miłości nie przebolałam. Przez picie straciłam też pracę. Ciągi wydłużały się. Zamykałam się w domu i piłam. Codziennie pół litra–litr wódki plus piwa. Piłam i spałam. Jak nie piłam ciągiem, to byłam w szpitalu. Miałam osiem ataków padaczkowych. Pierwszy był strasznym przeżyciem dla mojego brata, który akurat wrócił z wycieczki ze swoją dziewczyną. Zadzwoniłam do niego, bo czułam, że coś złego się stanie. Wzięłam amfetaminę i wypiłam dużo alkoholu. Brat zabrał mnie do siebie. W pewnym momencie zrobiłam się sinozielona, padłam na ziemię z wywróconymi białkami, zesztywniałam i zaczęłam się telepać. Zawiózł mnie do szpitala. Tam dostałam delirium tremens, to najgorsze stadium padaczki z majakami. Nie rozpoznawałam brata, chciałam bić jego dziewczynę, nic z tego nie pamiętam. Byłam wtedy po trzech tygodniach spędzonych w szpitalu psychiatrycznym, gdzie zatrzymali mnie na obserwacji. Mama powiedziała mi później, że brat, który jest silnym facetem, popłakał się i powiedział: „Mamo, widziałem moją siostrę martwą”. To mną wstrząsnęło. Jak o tym mówię, to mam gęsią skórkę. Dwa lata temu postanowiłam wyleczyć się. Kolejna terapia i esperal na rok. Stanęłam na nogi, dostałam dobrą pracę, pospłacałam długi, awansowałam. Zaczęłam spotykać się z Patrykiem. Ale napięcie z tym związane było zbyt duże. Coś we mnie pękło, znów zaczęłam pić. Próby leczenia i ponowne wracanie do picia trwały trzy lata. Dopiero kilka miesięcy temu, na terapii, postanowiłam zmierzyć się z uczuciami, które zapijałam. Piłam, żeby dodać sobie odwagi, żeby nie tęsknić za Patrykiem, nie czuć smutku i samotności, żeby nie mieć poczucia winy, straconego czasu, szans, pracy, wyjazdów... Zdałam sobie sprawę, jak bardzo krzywdziłam swoich bliskich. Moje prawdziwe ja, moje wartości zostały przeze mnie zalane alkoholem. To jest tak okropne uczucie. Wyjście z nałogu jest jak przebudzenie. Odkrywam siebie na nowo, zaczęły mnie cieszyć najmniejsze rzeczy, np. wstaję rano i mam w sobie dużo energii, a w mieszkaniu jest czysto i moja kocica się do mnie łasi. Pracuję w dziale marketingu, chcę dokończyć studia psychologiczne, jestem instruktorką fitness, uczę się hiszpańskiego. Remontuję mieszkanie, rozwalam ściany, które mi się źle kojarzą, zmieniam ich kolorystykę. Opowiadam o sobie, bo mam nadzieję, że chociaż jedna dziewczyna po przeczytaniu tego tekstu przystopuje z piciem. Czy masz problem alkoholowy? Zaznacz stwierdzenia, które najbardziej do ciebie pasują: o Czy uważasz, że pijesz tak samo jak większość ludzi? o Czy twoi przyjaciele bądź krewni uważają, że twoje picie mieści się w normie? o Czy kiedykolwiek brałaś udział w spotkaniu AA? o Czy miałaś w pracy kłopoty z powodu alkoholu? o Czy kiedykolwiek straciłaś przyjaciółkę bądź chłopaka z powodu picia? o Czy miałaś kiedykolwiek „urwany film”, nasilone drżenia, delirium; czy słyszałaś głosy lub widziałaś nieistniejące rzeczy po nadużyciu alkoholu? o Czy zaniedbywałaś kiedykolwiek swoje obowiązki, sprawy rodzinne lub opuściłaś kilka dni pracy z rzędu z powodu picia? o Czy z powodu picia zwracałaś się kiedykolwiek do kogokolwiek z prośbą o jakąś poradę? o Czy przebywałaś kiedykolwiek w szpitalu z powodu picia? o Czy byłaś kiedykolwiek zatrzymana za prowadzenie pojazdu po użyciu alkoholu lub czy kiedykolwiek prowadziłaś pojazd po wypiciu alkoholu? PIJANA, I CO Z TEGO? DOROTA CIASTEK-GŁOWACKA, DYREKTOR CENTRUM TERAPII UZALEŻNIEŃ „DROMADER”: Na początku nic. Po jakimś czasie zaczyna działać „koloryzowanie wspomnień”, mechanizm obronny choroby alkoholowej. Dziewczyna koncentruje się na pozornych zyskach: byłam fantastyczna na imprezie, świetnie się bawiłam. A nie mówi, że urwał jej się fi lm i wylądowała w łóżku z obcym facetem. Zgłasza się do nas coraz więcej młodych dziewczyn, które zaczynały od picia imprezowego i utraciły nad tym kontrolę. Kończy się weekend, a ona pije dalej. Po jakimś czasie budzi się w amoku wyniszczenia psychicznego i fizycznego. W każdym momencie można się ocknąć, skonfrontować ze swoim stylem życia i poszukać pomocy.

Katarzyna Chudyńska-Szuchnik

 



Login Form